Główny Szlak Sudecki 2024

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

Dzień trzynasty

Kąty – Lubatowa.

Prognozy pogody nie tylko nie poprawiły się ale mam wrażenie że jeszcze się pogorszyły. Ma padać od rana. A przed nami około 9 godzin wędrówki do Lubatowej. Czy damy radę? No jakoś musimy.

Na razie nie pada. Pogoda jest super i oby tak było chociaż do 16-17. Mimo pochmurnej aury, na otwartych przestrzeniach wyłaniają się całkiem ładne widoki.

Łysa Góra (641 m npm), Wierchowina (628 m npm) i Polana (651 m npm) to kolejne szczyty które zdobywamy po drodze do miejscowości Chyrowa. Wkrótce, po wyjściu z lasu odsłania nam się piękny widok na grzbiet Chyrowej. Samego szczytu nie będziemy zdobywać, wiedzie na niego żółty szlak.

Na przy szlakowym drzewie wisi przyspieszacz do uruchomienia. Donośnym gongiem dodajemy gazu bo czas uzupełnić kalorie.

Zatrzymaliśmy się na śniadanie w Schronisku Pod Chyrową.

Zasadniczo nie przyrządzają tu posiłków dla wędrowców na szlaku, lecz jedynie dla osób nocujących w schronisku. Ale przemiła właścicielka pensjonatu obiecała przygotować nam śniadanko. Czwartek rano, Boże Ciało, wszyscy mieszkańcy albo jeszcze śpią albo już wyruszyli na szlak, byliśmy więc sami. Usiedliśmy przy stoliku z drugiej strony schroniska. zrzuciliśmy buty aby stopom dać chwilę wytchnienia i cierpliwie czekaliśmy aż podadzą nam śniadanie.

A śniadanie było iście królewskie! Czego tam nie było na stole! Zobaczcie sami.

Większość produktów jak zapewniał nas właściciel pochodzi z ich własnej produkcji. Ucięliśmy sobie z nim w trakcie posiłku krótką pogawędkę. I nawet słońce wyszło po chwili zza chmur.

Uzupełniwszy kalorie ruszamy w stronę Jaślińskiego Parku Krajobrazowego. Nie obyło się bez delikatnego zbłądzenia. Skręciwszy w lewo w stronę lasu, przez dłuższy czas szliśmy utwardzoną drogą nie zwracając uwagi na otoczenie.

To obfite śniadanie chyba tak nas niosło do przodu. Dopiero po paru minutach zorientowaliśmy się że szlak idzie równolegle ale przez las. Szybkie zerknięcie na mapę i stwierdzamy, że tym razem nie musimy się wracać do miejsca odejścia szlaku, ani też przedzierać przez krzaczory żeby wejść na szlak. Droga kończy się przy żółtym szlaku, a ten dochodzi do czerwonego.

Po niespełna godzinie wędrówki mijamy stację drogi krzyżowej, co jest dla nas znakiem że dotarliśmy do znajdującej się poniżej góry Garb Pustelni Św. Jana z Dukli.

Obok miejsca upamiętniającego życie świętego wybudowano kościół, miejsce modlitwy i skupienia, oraz poprowadzono wspomnianą powyżej drogę krzyżową.

Od pustelni Św. Jana szlak schodzi do doliny Jasiołki (końcówka zejścia jest bardzo stroma) i drogi krajowej prowadzącej z Dukli na Słowację przez przełęcz Dukielską. Na otwartych przestrzeniach możemy podziwiać rozległe widoki na okolicę, ale jednocześnie z niepokojem patrzymy na kłębiące się powyżej chmury. Zwiastują one jak nic niechybne opady deszczu.

Po zejściu na szosę w Nowej Wsi momentalnie zaczęło padać. Siedliśmy na przystanku autobusowym aby odpocząć i uzupełnić kalorie. Kanapka, baton i woda to zestaw do spożycia.

Po kilku minutach deszcz prawie przestał padać. Wrzucamy mandżury na plecy i przechodząc na drugą stronę Jasiołki ruszamy w stronę Cergowej.

Podejście prowadzące na szczyt jest bardzo strome. Na odcinku ok. 3 km pokonujemy 430 metrów. Pod Cergową wyszło nawet słońce, zrobiło się bardzo duszno, pokonując ostatnie metry wzniesienia pot obficie zrosił nasze czoła. Ale udało się, Cergowa zdobyta!

Na szczycie znajduje się wieża widokowa o wysokości ponad 21 metrów. Wieża jest zadaszona, posiada cztery poziomy użytkowe przyziemne, trzy platformy pośrednie z miejscami stojącymi oraz platformę widokową z miejscami siedzącymi. Maksymalna liczba osób, które mogą jednocześnie przebywać na platformie widokowej to 10 osób. Do lat 70-tych XX wieku znajdowała się tu wieża triangulacyjna, służąca wykonywaniu pomiarów geodezyjnych.

Na Cergowej zrobiliśmy sobie przerwę obiadową. Zjedliśmy resztę kanapek, które nam zostały z rana, popiliśmy wodą z elektrolitami. Marcin w międzyczasie smarował swoją obolałą nogę a ja skorzystałem z okazji i wszedłem na wieżę widokową, żeby podziwiać z wysokości okolicę.

Po kilkunastu minutach ruszamy w dół z Cergowej. Jak się okazało, niezależnie czy wchodzi się na Cergową od strony Nowej Wsi czy od Lubatowej podejście na szczyt jest strome i męczące.

A po kilku minutach zejścia usłyszeliśmy dziwny szum płynący z góry. Chwila moment i…

No i popłynęliśmy. A właściwie spłynęliśmy z Cergowej z potokami deszczu. A nic nie zapowiadało aż takiej ulewy. Przez kilka minut od zejścia z Cergowej pogoda była przecież stabilna.

Spadły na nas potoki deszczu. Ledwie zdążyliśmy założyć kurtki przeciwdeszczowe bo za chwilę wszystko byłoby mokre. Zejście z Cergowej jak wspomniałem było bardzo strome, płynące potoki bardzo utrudniały schodzenie.

Ulewa trochę zwolniła tempo zmieniając się w drobny deszcz. Nam już było wszystko jedno bo i tak zdążyliśmy nasiąknąć wodą. Zwłaszcza nasze buty. Aparatu w tracie zejścia w ogóle nie wyciągałem, zdjęć z ulewy więc nie ma.

Po około półtorej godzinie od szczytu dotarliśmy do Lubatowej. Poszukiwania czynnego sklepu spełzły na niczym więc pozostało nam tylko odszukanie naszej bazy noclegowej. Niestety albo stety znajduje się ona na wylocie Lubatowej więc jeszcze ponad 2 km musieliśmy iść przez miasteczko. Dziś święto więc ulice świeciły pustkami. Szosa jest tu bardzo wąska, dwa samochody z trudem mijają się więc tym bardziej trzeba było uważać.

Agroturystyka znajduje się przy szlaku nie musieliśmy schodzić z drogi i mamy świetny punkt wyjścia na jutrzejszy dzień.

Share this post

4 comments

  1. Ja tam na mapach pogodowych tego deszczu nie widzę (piszę o 1140).
    Prognozy owszem są złe. Ale ja w nich widzę burze. A te są kapryśne, bardzo trudne do przewidzenia. Mogą wystąpić, może ich wcale nie być.
    W górach zazwyczaj burze to po południu. Dlatego zawsze warto ruszać jak najwcześniej w góry.

    1. To śniadanie udało nam się dzięki uprzejmości pani z gościńca Pod Chyrową. Zwykle nie żywią gości idących szlakiem tylko tych którzy u nich nocują. Dla nas zrobili wyjątek.

  2. Śniadanie iście królewskie. Wczorajsza pizza i dzisiejsze śniadanie to już nie to co zupki instant na początku GSB 🙂 Coraz bardziej mi się ten GSB podoba.
    Św Jan z Dukli ma swój ołtarz w krakowskim kościele Bernardynów, który odwiedzamy w niektóre święta kościelne. Dotychczas traktowałem go jako postać półlegendarną, teraz dowiaduję się że miał nawet swoją realną pustelnię i to na GSB.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *