Główny Szlak Sudecki 2024

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

Dzień 11 – Międzygórze – Orłowiec

Kolejny dzień wędrówki Szlakiem Sudeckim i dziś po raz pierwszy budzik mnie obudził. Czyli dobrze mi się spało a i pewnie zmęczenie ogólne też swoje robi. Śniadanko zjedzone, pakuję mandżur i ruszam w drogę. Dziś plan to Lądek Zdrój.

No i plan uległ delikatnej modyfikacji. Ale o tym za chwilę.

Po niecałych dwóch godzinach od wyjścia z Czarodziejki w Międzygórzach dotarłem do Schroniska na Śnieżniku. Podejście najpierw było łagodne, szlak wiódł wzdłuż malowniczego potoku Wilczka.

Po przejściu na drugą stronę potoku zaczyna się niezbyt długie ale mocno strome podejście.

Później przez dłuższy czas monotonnie wspinam się zboczem Średniaka. Miejscami między drzewami byłyby fajne punkty widokowe. Byłyby gdyby nie mgła która spowiła wszystko dookoła.

W tym miejscu znowu poczułem się jak w Tatrach, na szlaku były takie formy skalne jak w naszych najwyższych górach.

Wspinam się do góry żeby osiągnąć prawie 600 metrów w górę. Tyle potrzeba było by dotrzeć do Schroniska PTTK na Śnieżniku.

W schronisku przerwa na kawkę i szarlotkę.

Trochę to dziwnie zabrzmi ale to moja pierwsza szarlotka na tym szlaku. Smakuje wyśmienicie. Na pewno jest mocno kaloryczna ale na podejściu straciłem przecież wiele kalorii.

Ze schroniska szlak wiedzie w dół do Przełęczy Śnieżnickiej do węzła szlaków. Tu znowu podejście na wierzchołek Czarnej Góry.

Mgła wciąż nie opadła więc widoków brak. A szkoda bo miejsce świetnie się do tego nadaje. Odpoczywam chwilę na skałkach i ruszam ostrym zejściem w dół do szosy łączącej Bystrzycę Kłodzką oraz Stronie Śląskie i dalej do Przełęczy Puchaczówka.

Kolejny fragment szlaku wiedzie spokojnym leśnym traktem gdzie można poczuć prawdziwą przyjemność wędrowania bez większego wysiłku.

Po wyjściu z lasu dochodzę do wsi Kąty Bystrzyckie, szlak skręca po chwili w prawo i polną drogą wyprowadza mnie na Przełęcz Farna Lgota, gdzie stoi kapliczka z czterema wnękami.

Według jednej z miejscowych legend kapliczka stanęła w miejscu śmierci czterech szwedzkich generałów poległych w czasie wojny trzydziestoletniej.

Od przełęczy Wygodna drogą schodzę do Lądka-Zdrój.

„Londyn? Nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek, Lądek-Zdrój” – przypomniała mi się w tym miejscu jedna z kultowych scen z filmu „Miś”.

Samo miasteczko niezbyt przypadło mi do gustu. Może dlatego że byłem głodny a na rynku nie mogłem znaleźć żadnej restauracji. Była tylko kawiarnia i pizzeria, która akurat jest nieczynna w poniedziałki i wtorki. Znalazłem tylko pub z kebabami. Zamówiłem danie kebab i w ten niekoniecznie zdrowy sposób uzupełniłem kalorie.

Gwoli ścisłości muszę jednak dodać że rynek w Lądku jest ładny, trochę przypomina ten z Dusznik Zdroju.

Czekając na zamówionego kebaba zerknąłem na mapę i stwierdziłem że do wsi Orłowiec mam zaledwie 2 godzinki marszu. Zadzwoniłem do noclegowni, były wolne miejsca, cena atrakcyjna a że godzina jeszcze wczesna to zdecydowałem się przedłużyć dzisiejszą wędrówkę. I to jest ta modyfikacja o której napisałem powyżej.

Szlak do Orłów a wiódł najpierw leśnymi, miejscami podmokłymi ścieżkami, nie później wygodnym utwardzonym traktem, wreszcie ostatnia część szosą.

I tak około godziny 16:45 dotarłem do miejsca przeznaczenia.

Pokój mam duży, wygodny, ciepła woda jest. Zasięgu telefonicznego nie ma ale jest wifi więc mogę spokojnie opisać dzisiejszy dzień co niniejszym uczyniłem.

Share this post

3 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *