Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień dwunasty

Kolejny dzień naszej wędrówki rozpoczęliśmy około 6:50. Ciężko było się zebrać bo zmęczenie daje znać o sobie.

Plan na dziś był dotrzeć do Lipowca, gdzie wstępnie zarezerwowaliśmy nocleg. Pogoda z rana była optymistyczna. Było rześko ale nie padało.

Powoli próbowaliśmy rozchodzić nasze nogi żeby wpadły w trans wędrówki. Szlak wiódł pośród gęstych zarośli i lasu.

Przy szlaku przez cały dzień minęliśmy kilka mini wiat turystycznych. Pierwsza z nich to wiata SKPB z Rzeszowa. Malutki domek w którym można jednak spokojnie spędzić noc w trakcie wędrówki.

Kilka podobnych wiat było jeszcze na szlaku ale były to wiaty słowackie. W jednej z nich zatrzymaliśmy się na drugie śniadanie.

Zanim jednak to nastąpiło mieliśmy okazję delektować się bardzo miłym akcentem na szlaku.

300 km Karpackiego Szlaku za nami! Zostało już tylko nieco ponad 130 km. Ale muszę przyznać że te kilometry które nam zostały będą coraz trudniejsze. Ta druga część szlaku to długie odcinki, trudno skrócić kolejne dni bo nie ma miejsc noclegowych.

Cisnęliśmy więc do przodu korzystając z okienka pogodowego. Okienko to po niedługim czasie zamknęło się i zaczęło znowu padać. Ubraliśmy poncza i nie przerywaliśmy wędrówki. Na szczęście deszcz długo nie padał, przejaśniło się i tylko mokre trawy na szlaku roszące nasze spodnie świadczyły o niedawnym opadzie.

Na około 15 km od rozpoczęcia dzisiejszej wędrówki zrobiliśmy wspomnianą wcześniej przerwę śniadaniową. Miejscem była słowacka mini wiata wyglądająca niczym domek krasnoludków.

Żeby tam wejść trzeba mocno schylić się. Ale w środku jest na czym usiąść a można też spokojnie się tak przespać. To okienko w domku też tworzy fajny klimat, bo można przez niego obserwować co się dzieje na zewnątrz.

Dalej szlak wciąż trzymał się polsko-słowackiej granicy. Dopiero przy zejściu na pole namiotowe Jasiel pożegnaliśmy tymczasowo czerwone znaki szlaku granicznego. Pole namiotowe bardzo rozległe, z miejscem na ognisko, z zadaszonymi wiatami. Bardzo fajne miejsce tylko namiotów i harcerzy lub turystów brak.

Za polem namiotowym czekała nas niemiła niespodzianka. Oto szlak został zalany przez płynący potok.

Nie było szans żeby go obejść więc zrzuciliśmy buty i skarpety i pokonaliśmy potok na bosaka. I ten i następny też, bo okazało się że dojście do szlaku przecinają płynące strumyki.

Mimo chłodnej pogody woda w strumieniach nie była lodowata więc bez problemu pokonaliśmy te naturalne przeszkody.

Ostatni fragment szlaku to wspinaczka na południowy szczyt Kamienia, przy którym co kilka chwil mijaliśmy cmentarze wojenne z okresu I wojny światowej.

Po ponad 11 godzinach wędrówki dotarliśmy do Lipowca, gdzie dziś będziemy odpoczywać przed kolejnym ponad 30 kilometrowym dniem.

Share this post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *