Jeszcze wczoraj wieczorem wydawało się że ta wyprawa nie dojdzie do skutku. Prognozy pogody były tak fatalne że na poważnie rozważaliśmy rezygnację i odłożenie wędrówki na inny czas. Tylko tego innego czasu brakuje w grafiku.
Dziś rano prognozy delikatnie się poprawiły choć wciąż są niepomyślne. Ale podjęliśmy decyzję żeby przynajmniej spróbować. Jak się nie uda to trudno, ale co przedreptamy na szlaku to będzie nasze. W deszczu będzie już na dzień dobry. Czyżby góry nie chciały nas przyjąć? A może płaczą deszczem z radości ze my tam idziemy? Chce wierzyć że to ten drugi powód. I jak już tam dojdziemy do niebieskiej kropki, do wrót naszego szlaku obetrzemy te łzy i deszcz ustąpi. Oby tak było.
A zatem czas pakować mandżur…
