Prognozy pogody dalej nie są zbyt optymistyczne. W okolicach Błażowej gdzie skończyliśmy wczorajszy etap zapowiadane są opady deszczu. Jak będzie w rzeczywistości to się dopiero okaże.
Pobudka o 6:00 tylko w teorii, bo chłopaki jeszcze śpią. Odsypiają nocne rozmowy przy piwku. Oby tylko nie spali do południa bo szkoda dnia. Chociaż dzisiaj czeka nas drugi krótki fragment szlaku z Błażowej do Bachórza. To około 20 km drogi i 450 przewyższeń. Na spokojnie powinniśmy dać radę, oby tylko nie padało.
Na śniadanie pyszna jajecznica na kiełbasie przygotowana wspólnymi siłami w kuchennym aneksie w Albatrosie.

Spakowaliśmy plecaki (ja nie wiem kto to wszystko będzie nosił przez całą drogę) i ruszyliśmy pieszo w stronę Tyczyna. Stąd autobusem jedziemy do Błażowej by kontynuować naszą wędrówkę.
Pogoda na razie idealna, jest rześko, słońce za chmurami. Ale koło godziny 13 ma być krótki ale intensywny deszcz. Oby ta prognoza się nie sprawdziła.
Po dwóch kilometrach zaliczyliśmy pierwsze zejście że szlaku. Zamiast skręcić łagodnie w prawo poszliśmy wydeptaną ścieżką przez trawy i pokrzywy. Na szczęście dość szybko Marcin zauważył nasz błąd i nie nadrobiliśmy za bardzo dystansu.
Na czwartym kilometrze dzisiejszej wędrówki robimy przerw w przydrożnej wiacie.

Odpoczywając zauważyliśmy zmierzającego naszym szlakiem turystę. Widzieliśmy go w Błażowej w sklepie. Teraz nas dogonił. Sądząc z wielkości plecaka chyba też idzie niebieskim szlakiem.
Pięć godzin marszu za nami. Pogoda na razie nas oszczędza. Były chwile gdy nawet słońce wyszło zza chmur i przyjemnie ogrzewało zmarznięte od wiatru twarze.
Były też momenty gdy zaczęło kropić. Zeszliśmy z drogi w las żeby przeczekać deszcz, założyliśmy kurtki przeciwdeszczowe, pokrowce na plecaki, wyszliśmy z lasu i… przestało padać.

Krok za krokiem suniemy do przodu. Dwie godzinki przed Bachórzem zatrzymaliśmy się na posiłek w przydrożnej jadłodajni. Spotkaliśmy tu widzianego wcześniej piechura, który również idzie Karpackim szlakiem.
Ufff, posiłek spożyty ale z pełnym brzuchem ciężko się wędruje. A po posiłku czekała nas wspinaczka na krótkim dystansie prawie 150 metrów w górę. Daliśmy radę ale szlak w tym fragmencie jest fatalny. Prowadzi wśród lasów drogą bardzo rozjeżdżoną, rozmokłą i trzeba było bardzo uważać żeby nie zażyć kąpieli w błotnistej kałuży. Nam się na szczęście udało przejść suchą stopą ale buty wyglądają fatalnie po tej trasie.
Do bazy dotarliśmy około 16:30, agroturystyka jest tuż przy szlaku. Pani była na tyle uprzejma że jadąc do miasteczka zabrała nas po drodze dzięki czemu mogliśmy zrobić szybkie zakupy. Wszak jutro niedziela więc na otwarte sklepy nie ma co liczyć. I do tego niedziela wyborcza więc trzeba wypastować buty, założyć garnitur i na wybory.
A naszym dzisiejszym docelowym miejscem noclegowym jest Agroturystyka Za Torami.

