Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień siódmy

Po wczorajszej orce dziś krótszy szlak. Z Ustrzyk Dolnych do Polany mamy około 25 km. Będą trzy główne podejścia i w sumie niecałe 800 metrów w górę.

Jest siódma minut siedem i nasz siódmy dzień wędrówki. Tak wyglądają Ustrzyki Dolne o poranku.

A my ociężale ruszamy na szlak. Dał nam popalić wczorajszy dzień.

Szlak z Ustrzyk Dolnych prowadzi na górę Gromadzyń (655 m npm), gdzie znajduje się wyciąg narciarski. Wspinając się po stromym zboczu podziwialiśmy panoramę Ustrzyk.

Na trasie była też wiata turystyczna, obiekt bardzo przez nas poszukiwany na szlaku ale tym razem nie skorzystaliśmy z odpoczynku, gdyż była zbyt blisko od naszego wyjścia. Nie zdążyliśmy się jeszcze za bardzo zmęczyć.

Górną stację kolejki osiągnęliśmy po kilkudziesięciu minutach. I znowu podziwialiśmy piękną panoramę miasteczka.

Schodząc w kierunku miasteczka Równia na szlaku pojawiła się naturalna przeszkoda. Potok przepływał w poprzek szlaku, przejść przez niego suchą stopą było niemożnością. Ale nieco z boku powyżej odnaleźliśmy bardzo osobliwą kładkę.

Przy kolejnej wiacie turystycznej zrobiliśmy przerwę śniadaniową. Było to prawie w połowie zaplanowanego na dziś przejścia. Wtedy po raz pierwszy zaczęło padać. Deszcz był drobny, wkrótce jeszcze zmniejszył się, wreszcie całkiem przestał.

Na leśnych ścieżkach znowu pojawiło się błoto. Trochę już się przyzwyczailiśmy się do tego, już nie robiło na nasz takiego wrażenia jak podczas pierwszych dni.

Na szlaku mieliśmy dwa ostre podejścia. Pierwsze zaraz za Ustrzykami Dolnymi czyli wspomniany przeze mnie wcześniej Gromadzyń, a drugie na górę Zawał. I faktycznie chwilami odnosiliśmy wrażenie za za chwilę dopadnie nas zawał. Wtedy też po raz drugi zaczął siąpić deszcz.

Z góry tej czekał nas ostry zjazd w dół. I tu nastąpiło coś co chyba musiało kiedyś nastąpić. Poślizg i upadek. I oczywiście było to moim udziałem. Na szczęście upadek obył się bez jakichkolwiek konsekwencji zdrowotnych.

Kolejne kilometry szlaku wiodły przez las, droga szutrową, leśną jak i bagnami które musieliśmy omijać.

Gdzieś tam po prawej stronie w bliskiej odległości rozpościerała się tafla Jeziora Solińskiego. Niestety szlak nie pozwala zobaczyć tego akwenu a szkoda, bo chętnie bym spojrzał na ten wielki sztuczny zbiornik wodny. Mogliśmy tylko podziwiać kolejne piękne panoramy gór.

Jeszcze tylko kilkukilometrową wędrówka asfaltem i docieramy do Polany. Schodzimy około 900 metrów że szlaku i zakładamy bazę noclegową w domu pielgrzyma u miejscowego księdza.

Jeszcze tylko obiad w miejscowym barze na który składał się w moim przypadku barszcz ukraiński i miks pierogów łemkowskich i bojkowskich i możemy planować kolejny dzień wędrówki.

Share this post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *