Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień trzeci

Trzeci dzień wędrówki karpackim szlakiem rozpoczynamy w Bachórzu. Nasz cel na dzisiaj to Sufczyna, skąd musimy zejść ze szlaku ok 1,7 km do zamówionej na dziś agroturystyki.

Pobudka o 5:30, za oknem na razie bezchmurne niebo, deszcz prognozowany jest około 13-14. Do celu do tej godziny raczej nie dojdziemy, bo mapa turystyczna wskazuje na czas przejścia 8:15 godz. Ale jeśli zdrowie pozwoli jest szansa, żeby nie zmoknąć za bardzo. Chociaż to są góry, pogoda zmienia się tu bardzo szybko. Na razie zmienia się na naszą korzyść i oby tak dalej.

A zatem czas na poranną toaletę, śniadanie, pakowanie plecaka i w drogę!

Tuż za naszą wczorajszą bazą noclegową znajduje się stacja kolejki w Bachórzu.

Pierwsze kilometry do Dynowa wiodły chodnikiem przy szosie asfaltowej. Była to dobra trasa na rozruszanie nóg. W Dynowie wstąpiłem do lokalu wyborczego żeby spełnić swój obywatelski obowiązek i wziąć udział w wyborach.

Z Dynowa przerzuciliśmy się na drugi brzeg Sanu. Rzeczka leniwie płynęła w swoim korycie.

Szlak wkrótce skręcił w lewo i zaczął się piąć powoli w górę. I tu żarty się skończyły. Trzeba było lawirować niczym slalomem pomiędzy kępami trawy lub kamieniami w przeciwnym razie buty lądowały w błocie. A efekt był taki że mieliśmy dodatkowe kilogramy bagażu do dźwigania w postaci błota na butach.

Myślałem że jak dojdziemy na szczyt wzniesienia będzie lepiej ale było tylko gorzej. Szlak wiódł przez las i były to tylko same błotne kałuże, które trudno było ominąć suchą stopą.

Beskid Niski zwany przekornie błotnistym to pikuś przy tym co tu było. Końca tej błotnej drogi nie było widać. Dobrze że wizyta w lokalu wyborczym nastąpiła przed tym szlakiem bo w tak unurzanych butach w życiu bym nie poszedł na głosowanie.

Gdy wreszcie udało się nam wydostać z tych błot pojawiły się piękne widoki.

To malownicza miejscowość Piątkowa a właściwie to już Pracówka. Tu zrobiliśmy sobie drugi tego dnia postój żeby uzupełnić kalorie. Przed nami kolejne tego dnia podejście.

I tu potwierdziły się opinie o tym szlaku że jest najdzikszy w Polsce. Krzaczory, błota, wysokie trawy i jeżyny łapiące kolcami za nogi, że dwa razy o mało nie wyrżnąłem orła.

Bardzo ciekawie jest tu wytyczony szlak, prowadzi między dwoma łanami pól.

Zbliżając się do Sufczyny przebiegły nam drogę cztery łanie. Nie zrobiłem zdjęcia ale nagrałem filmik to po powrocie do domu postaram się uzupełnić tu jakąś fotką.

Trzy kilometry od bazy noclegowej zaczął padać deszcz. Założyliśmy poncza, przeszliśmy jeszcze kilometr i schowaliśmy się pod wiatą u miejscowego gospodarza. Zrobił nam kawę, przysiadł się i wdał się w pogawędkę. Okazał się bardzo rozmowny.

Przeczekaliśmy deszcz i gdy przestało padać ruszyliśmy ścieżką skrótem wskazanym przez gospodarza w stronę Nowej Wsi, gdzie założyliśmy bazę noclegową.

Zjedliśmy zamówiony obiadek i czas na odpoczynek. Niestety prognozy na jutro są fatalne więc może być tak, że przeczekamy jeden dzień bez wędrówki szlakiem. Ale to okaże się dopiero jutro.

Share this post

2 comments

  1. Gratuluję nowej wyprawy ! Błoto na zdjęciach paskudne, gór nie widać, ale od środy poprawa pogody. Przekaż swoim kolegom, że masz tendencję do pomijania najciekawszych miejsc na szlaku, byle jak najwięcej przejść 🙂

    1. Dziękuję TomaszKu. Gór nie widać bo to na razie nie są jeszcze góry tylko pogórza. Najwyżej chyba byliśmy na wysokości 454 metrów.
      A co go najciekawszych miejsc na szlaku to wszyscy je dziś omijaliśmy żeby nie wpaść. 😉

Skomentuj Tomasz Konopka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *