Dziś najdłuższy z planowanych do przejścia szlaków. Do Ustrzyk Dolnych mamy około 40 km i żadnej innej opcji noclegowej po drodze. Pobudka o 5 i wyjście na szlak o 6. Prowiant na drogę przygotowany dzień wcześniej, zjemy śniadanie i ruszamy. Przed nami długa wędrówka blisko granicy z Ukrainą.
Godzina 17:07 plan wykonany, dotarliśmy do agroturystyki w Ustrzykach Dolnych. 11 godzin 12 minut i nieco ponad 40 km zrobione.
Cóż powiedzieć o szlaku? Podzieliłbym go na dwie części. Pierwsza od Kalwarii Pacławskiej do wiaty pod Brańcową. Szlak w większości wiódł leśnym szutrowym traktem bądź asfaltem. To fragment szlaku który bardzo szybko pokonywaliśmy. Jakże inaczej się szło niż tymi bagnami za Dynowem chociażby.
Na szczycie Żytne jest wiata turystyczna ale bardzo dziurawa więc przy tym wietrze który był od rana nie dałoby się tam zbyt długo usiedzieć.

Ciekawostką tego fragmentu była świadomość bliskości granicy z Ukrainą. Rozglądaliśmy się dookoła czy nie wyskoczą pogranicznicy żeby nas zrewidować ale widocznie budziliśmy zaufanie i nikt nam nie zakłócał wędrówki.
Ze szczytu Żytne rozciągała się pierwsza piękna panorama polsko-ukraińska.

O dalszej części szlaku można napisać tylko tyle że trzeba było przejść. Szlak wiódł przez las, otwartymi polami, droga utwardzona, dużo asfaltu po którym to szło się szybko.
Ciekawym miejscem była słynna ławeczka wędrowców na szlaku przed Kwaszeniną. Osiedlił się tam bardzo miły pan z Pomorza, który kilka lat temu kupił kawałek działki i wspólnie z czworonogim przyjacielem rozwijają swoje gospodarstwo. Usiedliśmy na ławeczce, zjedliśmy po kanapce, porozmawialiśmy w gospodarzem i ruszyliśmy dalej w drogę. Zdjęć z tego uroczego zakątku nie zamieszczam na prośbę gospodarza.
Na szlaku do wiaty pod Brańcową spotkaliśmy wreszcie pierwszego wędrowca z naprzeciwka. Pan wrócił na szlak Karpacki którego nie ukończył w zeszłym roku z powodu kontuzji. Zawsze miło spotkać kogoś kto też się poniewiera po tym szlaku.
W wiacie pod Brańcową po raz pierwszy odpaliłem zestaw do gotowania wody. Kuchenka turystyczna z paliwkiem stałym.

Od wiaty pod Brańcową zostało nam niby tylko około 15 km ale był to trudny szlak bo dużo było stromych podejść. Ale też widoki pojawiały się piękne.


Kolejne kilometry to było najpierw brodzenie po błocie wśród leśnych ścieżek a od wsi Dźwiniacz Dolny wykańczająca wspinaczka po ścianie na Kamienną Lawortę. 301 metrów w górę na około kilometrze szlaku. I do tego pod koniec podejścia szlak był rozjeżdżony przez leśników co w połączeniu z opadami z poprzednich dni spowodowały że szlak stał się pułapką dla wędrowców. I niestety ja dałem się wciągnąć w taką pułapkę albo raczej w błotne bagno. W pewnym momencie grunt zaczął mi się zapadać pod nogami i próbując uciec z grząskiego terenu zostawiłem but w bagnie. Udało się go wyciągnąć ale kawałek musiałem przejść w samej skarpecie.
Po kilku minutach osiągnęliśmy pierwszy szczyt Laworny.


Po kilkunastu minutach dotarliśmy do drugiego wierzchołka Laworny, czyli stacji kolejki gondolowej, skąd rozpościera się piękna panorama na Ustrzyki Dolne i okolice.

Po niecałej godzince zeszliśmy do Ustrzyk Dolnych, odnaleźliśmy nasza dzisiejszą bazę noclegową, zostawiliśmy plecaki i poszliśmy zjeść należny nam obiadek.

I na tym kończy się dzisiejszy dzień, najdłuższy kilometraż według planu. Było ciężko, ale się udało. Teraz należny nam odpoczynek bo jutro też jest dzień. Wędrówki dzień.

Nareszcie widać góry i niebieskie niebo.
Tak, dziś i pogoda była super i widoki na szlaku się pojawiły. No i wysokości już większe.