Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień jedenasty

Bardzo zmęczył nas ten wczorajszy dzień. Spaliśmy jak zabici.

Dziś mamy w planie dotrzeć do Starego Łupkowa.

Godz. 6:50, dotarliśmy z bazy noclegowej do niebieskiej nitki szlaku.

Przed nami podejście na Rypi Wierch (1003 m). Rozruch ponad półtorakilometrowy zrobiony więc ruszamy pod górę.

Po trzech godzinach marszu zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie. Zagotowaliśmy wodę na kuchence turystycznej, pokrywka po kilku minutach wesoło podskakiwała dając nam znać, że wrzątek gotowy.
Kanapka plus gorący kubek i możemy iść dalej.

Kolejne kilometry mijały nam bardzo szybko. Ścieżka wypłaszczyła się, była sucha, bez błota.
Zbliżając się do Balnicy musieliśmy pokonać kilka wąwozów w których płynęły potoki wody. Nać szczęście nie były duże ale w niektórych miejscach teren był bardzo podmokły i trzeba było uważać, żeby nie wdepnąć w bagno.

Zeszliśmy po chwili z niebieskiego szlaku, żeby wstąpić na przystanek Balnica. Liczyliśmy na drobne zakupy na dalszą drogę a ja miałem chęć na serek grillowany z żurawiną. Niestety, wszystkie stragany przy torach świeciły pustką. Na szczęście sklepik był otwarty i od właściciela dowiedzieliśmy że kolejka w poniedziałki nie kursuje.

Zjedliśmy po fasolce po bretońsku, uzupełniliśmy płyny, odpoczęliśmy dobra godzinkę ucinając sobie miłą pogawędkę z gospodarzem Balnicy i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Godzina była już popołudniowa a kilometrów trochę nam zostało więc przyspieszyliśmy trochę. Niestety po kilku kilometrach rozpoczęły się podejścia w górę co trochę nas spowolniło. Dwa szczyty, najpierw Radoszowa, i przede wszystkim Wysoki Groń dały nam porządnie w kość. Słońce przygrzewało co jeszcze bardziej utrudniało wędrówkę.

W końcu jednak udało się osiągnąć ostatni tego dnia konkretny szczyt. Teraz pozostało nam zejść w stronę Łupkowa.

Po drodze wstąpiliśmy do Chaty na końcu świata w Nowym Łupkowie żeby przystawić pieczątki w naszych książeczkach GOT.

Jeszcze dwa kilometry i dotarliśmy do naszej dzisiejszej bazy noclegowej Stadniny Koni w Starym Łupkowie. I na miejscu okazało się że nie ma tu zasięgu komórkowego, brak też wifi. Dlatego też słowa te choć piszę z naszej bazy to na bloga nie mogę wrzucić.

Zjedliśmy zamówiony obiadek dwudaniowy i czas na wypoczynek przed kolejnym dniem.

Zdjęcia dorzucę jak będę miał dobry internet.

Share this post

1 comment

  1. W Łupkowie Szwejk też był, w książce jest dłuższy epizod ale związany tylko ze stacją kolejową. A ponadto w Łupkowie jest tunel prowadzący pod jakąś górą na Słowację. Kiedy przygotowywałem plan zlotu w Bieszczadach parę lat temu, chiałem żebyśmy przeszli tym tunelem na drugą stronę (dojeżdżając na miejsce samochodami). Niestety okazało się, że kolej ponownie uruchomiono i do tunelu wchodzić nie można.

Skomentuj Tomasz Konopka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *