Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień czternasty

Dziś dzień w deszczu, we mgle, w silnym miejscami wietrze, po bagnach wydaje się nie do przejścia ale ciśniemy do przodu. Dziś chcemy dotrzeć do Ropek. Zostało nam jeszcze około 5 km. Teraz przerwa na obiad w Wysowej Zdrój.

A na obiad pierogi łemkowskie:

oraz fuczki bojkowskie:

Trochę wybiegłem do przodu tym wpisem z Wysowej Zdrój bo dzień zaczął się wcześniej. Prognozy wskazywały że będzie padać cały dzień i tak praktycznie było. Gdy szliśmy lasem nie odczuwaliśmy tego deszczu bo drzewa przyjmowały większość kropli. Gdy jednak wychodziliśmy na otwartą przestrzeń deszcz zacinał niezbyt przyjemnie. Ponczo po raz kolejny przydało się na szlaku.

Ale nie ten deszcz był naszą zmorą na początku szlaku. To bagna, tereny błotniste sprawiały nam największą trudność. O ile szlaki na Pogórzu Dynowskim były mocno błotniste i sprawiały nam problem to tam były miejsca gdzie można było jakoś obejść teren. Tu natomiast trafiliśmy na bagna które nie dało się obejść bo wokół były tylko krzaczory.

Żadne zdjęcie ani nawet nakręcony film nie odda tego jak to wyglądało na żywo w terenie. Szlakiem płynął potok, w drugim miejscu była ogromna kałuża wody, obok dzikie zarośla. I jak tu przejść dalej?

Lawirowaliśmy między zaroślami żeby znaleźć jak najlepsze przejście szlakiem. Nie zawsze się udawało, czasem but lądował w gęstej mazi błota lub w kałuży wody.

Na szczęście udało się przejść ten najtrudniejszy fragment szlaku. Później jedynym problemem był padający deszcz. Szlak wiódł co jakiś czas trawami wśród pól powodując namoczenie naszych spodni.

Po wyjściu z lasu i przejściu przez łąki dotarliśmy znowu do przejścia granicznego że Słowacją. W tym miejscu znowu zagłębiliśmy się w las. Chwila przerwy na drugie śniadanie i idziemy dalej w górę.

Przed nami trochę podejść i zejść, szykowaliśmy się na główne podejście tego dnia czyli Jaworzyna. Podejście na ten szczyt był bardzo wymagający. Około 250 metrów w górę na krótkim dystansie dało w kość. Podejście składało się z kilku stromych schodów, niektóre z nich były nachylone pod kątem chyba ponad 60 stopni. Dość powiedzieć że było stronki ślisko do tego stopnia że chwilami krok w górę powodował zjazd w dół. Nawet kijki nie pomagały w tej wspinaczce.

Na Jaworzynce mocno wiało, było mgliście, mimo że był tam punkt widokowy to nic dookoła nie było widać.

Uciekliśmy że szczytu bardzo szybko bo wiatr niemalże przycinał gałęzie drzew do podłoża.

Zejście z Jaworzyny nie było tak strome jak podejście z drugiej strony, więc mogliśmy spokojnie schodzić w dół. Tylko miejscami było niebezpiecznie gdy trafialiśmy na błotniste fragmenty szlaku.

Do Wysowej mieliśmy jeszcze jedno podejście na szczyt Obycz (788 m npm) ale to podejście nie zrobiło na nas już zbyt dużego wrażenia. Ostatnie metry do miasteczka upłynęły nam na wędrówce szutrową droga wśród lasu, po drodze mijaliśmy mieszkańców lasu wyrzeźbionych w drewnie.

Przy zejściu w dół kilka razy trafialiśmy na potoki zalewające szlak. Tu jednak porządek panował idealny, powyżej potoku była kładka umożliwiająca przejście przez potok.

W Wysokiej odszukaliśmy karczmę regionalną Gościnna chata gdzie postanowiliśmy chwilę odpocząć o przede wszystkim coś zjeść. Zamówione menu zapodałem powyżej. Kalorie uzupełniliśmy, siły powróciły, postanowiliśmy przejść jeszcze 6 km do Ropek i tam założyć bazę noclegową.

Ropki to dla mnie na tym szlaku miejscowość bardzo ważna. Tu łączą się dwa szlaki, Główny Szlak Beskidzki i Karpacki Szlak. Pierwszy z nich przeszedłem dwa lata temu i był to dla mnie taki powrót do wspomnień. Trochę się wzruszyłem przy tej okazji gdy ujrzałem wiatę turystyczną w Ropkach, która bardzo zapadka mi w pamięci w 2023 roku.

Fragment szlaku czerwonego z niebieskim to był dla mnie powrót do wspomnień. Wprawdzie wtedy szedłem w przeciwnym kierunku ale to miało mniejsze znaczenie.

Po około kilometrze po lewej stronie ujrzeliśmy Siwejkę, naszą dzisiejszą bazę noclegową. Tuż przed skrętem do bazy na drodze ukazał się znamienny napis.

400 km szlaku za nami! Zostało około 30 km, chyba dany radę.

A nasza dzisiejsza baza noclegowa wygląda tak.

A jutro jak nie wydarzy się nic nieprzewidzianego ruszamy na ostatni fragment karpackiego szlaku!

Share this post

2 comments

  1. Nareszcie jakaś miejscowość o powszechnie znanej nazwie, bez potrzeby szukania w Wikipedii. Woda „Wysowianka” była w sprzedaży w sklepach spożywczych w moim rodzinnym Brzesku, już w czasach głębokiego PRL-u, w latach 70-tych. I to jako zwykła woda mineralna, polecam.

Skomentuj Czesio1 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *