Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

SK 2025 dzień piętnasty i ostatni

Już dwa tygodnie minęły od chwili gdy wyszliśmy na Karpacki Szlak. Połowa miesiąca upływa nam na wędrówce dzień w dzień. Dziś jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego ostatni dzień naszej górskiej przygody. Planujemy dotrzeć do kropki końcowej w Grybowie.

Uffff, udało się, dotarliśmy do kropki w Grybowie.

Ale tak po kolei. Dziś pozwoliliśmy sobie na odrobinę luksusu i na szlak wyszliśmy dopiero o 7:05. Trochę późno ale pogoda zapowiadała się idealna a do przejścia mieliśmy zaledwie 30 km. W porównaniu do poprzednich dni to dystans stosunkowo nieduży.

Ropki opuściliśmy z żalem bo niezwykle klimatyczne to miejsce. Dodatkowo dla mnie pierwsze kilometry szlaku to wciąż był powrót do przeszłości, gdy dwa lata temu pokonywałem Główny Szlak Beskidzki również na tym fragmencie trasy. Tym razem to był tylko fragment. Po chwili nasz szlak odbijał w lewo i zaczęło się pierwsze podejście.

Nogi powoli rozgrzały się po nocy do kolejnej wędrówki, powoli pokonywaliśmy kolejne metry do góry. Po około 8 kilometrach wyszliśmy z lasu i ukazała się pierwsza piękna panorama gór.

Zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie. Posiłek w tak pięknej scenerii sprawiał że chciało się tam zostać na dłużej. Siedzieć na trawie i patrzeć na piękne krajobrazy. To jest coś czego na codzień się nie widzi. W takich chwilach doceniamy piękno naszych ziem.

Kolejne sekundy, minuty czy godziny naszej wędrówki te znów leśne dróżki przez las. Widoków nie było za dużo ale za to przyroda ukazywała nam swoje piękno.

Co jakiś czas wychodziliśmy z lasu i wtedy znowu mogliśmy podziwiać piękno krajobrazu.

W połowie dzisiejszej zaplanowanej trasy wyszliśmy na asfalt. W przekroju całego szlaku nie było tego asfaltu aż tak dużo. Tym razem z jednej strony trochę nam on przeszkadzał bo szosą jeździło sporo aut ale z drugiej strony rekompensował nam ten asfalt pięknymi widokami po lewej stronie.

Po zejściu z głównej szosy na szutrową drogę boczną skorzystaliśmy z uprzejmości gospodarzy by usiąść chwilę na huśtawce, zjeść trzecie śniadanie, przewietrzyć stopy i trochę odpocząć. Przed nami pozostało jeszcze jedno wyzwanie. Góra Chełm 780 m npm. Tak jakby na dobicie wędrowców zmierzających do kropki w Grybowie. Majestatyczny szczyt tej góry tłamsił nas przez dłuższą drogę.

Ale jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują. Owszem, początek podejścia pod górę dał spory wycisk, pierwszy lej był bardzo stromy i wyczerpujący ale potem już nie było tak strasznie. Góra Chełm została zdobyta!

Później pozostało już tylko stronę zejście w stronę Grybowa i dalej wypłaszczonym terenem ku miasteczku w którym znajduje się kropka wieńcząca Karpacki Szlak. Po drodze podziwialiśmy piękne panoramy okolic.

Jeszcze kilka kilometrów asfaltem, jeszcze tunel nad torami kolejowymi, jeszcze podejście w stronę dworca kolejowego i oto JEST!

Kropka w Grybowie! Mamy to!
30 maja, godz. 16:35..
Po piętnastu dniach wędrówki, 430 kilometrach, 14,5 tysiąca metrów przewyższeń, obie niebieskie kropki Karpackiego Szlaku zostały połączone!
💪💪💪

Ależ ulga, ależ przyjemność, ależ radość, ależ duma, że mimo tylu przeciwności losu udało się dopiąć ten szlak. Że udało się wcisnąć kropkę łączącą cały szlak.

Dwa tygodnie temu zaczynaliśmy w Przylasku. Chcieliśmy przeżyć fajna przygodę, wtedy nie spinaliśmy się, że musimy dotrzeć do Grybowa. Miało być tu i teraz. To co zrobimy to będzie nasze. Każdy krok, każda chwila, każdy dzień były urwane, ukradzione dniom powszednim. Cieszyliśmy się z każdego kilometra spoglądając dzień w dzień w prognozy pogody żeby uszczknąć każdego dnia co możliwe, wycisnąć ile się da by dojść jak najdalej.

Były chwile zwątpienia gdy ostał deszcz, gdy wiał silny wiatr, gdy potoki zalewamy szlak i trzeba było szukać różnych rozwiązań by iść danej do przodu. Ale nie poddawaliśmy się, szukaliśmy tych rozwiązań i parliśmy do przodu.

I udało się! Po piętnastu dniach wędrówki, 430 kilometrach, 14,5 tysiąca metrów przewyższeń, obie niebieskie kropki Karpackiego Szlaku zostały połączone!
💪💪💪

Dla mnie to trzeci szlak długodystansowy zrobiony rok po roku.

Główny Szlak Beskidzki rok 2023, Główny Szlak Sudecki 2024 i teraz Karpacki Szlak 2025. Ten ostatni był zdecydowanie najtrudniejszy, wymagał najwięcej poświęceń. Ale końcówka dzięki temu smakuje wyśmienicie.

Dziękuję wszystkim za wsparcie na szlaku, za trzymanie kciuków, za wiarę że się uda, że kto jak nie my. I udało się! Warto było podjąć próbę.

Polska jest piękna i warto ją przemierzać wzdłuż i wszerz. Ja już tęsknię za tymi górskimi szlakami.

Hej ku górom!

Share this post

4 comments

  1. Czesio, jak znam Ciebie, to pewnie nawet ze złamaną nogą doszedłbyś dzisiaj do końca. Ale oby jedynym problemem _dzisiaj_ byłoby słońce i temperatury na tyle wysokie, że musiałbyś schować do plecaka ponczo, kurtkę i polar. 3 rok pod rząd zaliczasz takie długie trasy w górach. Pytanie co dalej? Będziesz szukac tras w górach poza Polską? Niech to będzie Twoim jedynym problemem _jutro_.

    1. Na szczęście udało się przejść bez złamanych nóg. Dziś temperatura była chyba najwyższa przez te wszystkie dni. Chyba Karpacki chciał nam wynagrodzić te wszystkie błotne, deszczowe dni na szlaku.

  2. Rozumiem, że dotarliście, gratulacje tym większe, że szliście w deszczu i po błocie. Teraz już nic Wam nie straszne. Na przyszły rok, przy Waszym dośwadczeniu polecam wschodnie rejony Ukrainy. Dacie radę !

Skomentuj Czesio1 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *