Trzeci dzień naszej wędrówki po Górach Świętokrzyskich czas zacząć. Dziś śniadanie we własnym zakresie.

Ze schroniska wychodzimy o 5:48. Przed nami ponad 27 km i prawie 900 metrów przewyższeń. Najpierw jednak musimy wrócić na czerwony szlak, pokonujemy około kilometra asfaltu i skręcamy w lewo w las. Przechodzimy mostkiem nad płynącą rzeczką i zaczynamy mozolne podejście na Radostową.

To pierwsze dziś szarpnięcie do góry, ale nie ostatnie.
Gdy wychodziliśmy ze schroniska było rześko, szybko jednak zdejmowaliśmy bluzy bowiem przy podejściu zrobiło się nam gorąco.
Radostową zdobywamy w bardzo dobrym tempie.
Ze szczytu schodzimy na wschód. Po wyjściu z lasu pojawiają się pierwsze dziś panoramy Gór Świętokrzyskich.

Kolejnym szczytem na szlaku jest Wymyślona. Na jej wierzchołku znajduje się niewielka wychodnia piaskowców kwarcytowych. Ze szczytu szlak zaczyna stromo opadać w dół, najpierw w lewo potem w prawo.
Na wylocie miasteczka Krajno Pierwsze stoi zbudowany z ogromnych liter napis „Góry Świętokrzyskie”. Oczywiście ni mogliśmy sobie odmówić zrobienia fotki, choć nasze postacie przy tych kolosach nie wyglądają zbyt imponująco.

Dochodząc do Świętej Katarzyny napotykamy z lewej strony niebieski szlak, z którym rozstaliśmy się u stóp Radostowej. Wkrótce dochodzimy do placu z klasztorem i kościołem, tu szlak skręca w prawo a ja na straganie z drobiazgami mam okazję przystawić pieczątkę do książeczki.

Po kilku minutach docieramy do bramy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Robimy przerwę na posiłek, bowiem przed nami ostre szarpnięcie na Łysicę. Wejście do parku teoretycznie jest płatne, ale budka z biletami jest nieczynna mimo że pora nie jest zbyt wczesna.
Mijamy tablicę poświęconą ofiarom II wojny światowej i podchodzimy do obudowanego źródełka na Polanie Św. Franciszka.


Podejście na Łysicę jest męczące, zwłaszcza, że słońce dziś nie odpuszcza. Mozolnie krok za krokiem podchodzimy coraz wyżej i wyżej aż dochodzimy na szczyt. Stoi tu drewniany krzyż ustawiony w 1930 roku. Na szczycie ustawiono kilka ławek, na których turyści odpoczywają posilając się przy okazji.

Łysica to najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich i jednocześnie najniższy w Koronie Gór Polski. Z zalesionego szczytu jedynie w kierunku północnym otwiera się nieduża panorama na Psarska Górę, Dolinę Bodzentyńską i płaskowyż Suchedniowski.
Z Łysicy schodzimy na Przełęcz Kakonińską i łagodnym stokiem dochodzimy do kapliczki Św. Mikołaja.

Ustawiono ją w 1876 roku przy drodze prowadzącej z północnej na południową stronę Łysogór. Stara kapliczka niestety spłonęła w 1996 roku w wyniku podpalenia. W W odbudowanej kapliczce nową figurę św. Mikołaja ustawiono w dniu jego imienin – 6 grudnia 2008 roku.
Sprzed kapliczki schodzimy czerwonym i niebieskim szlakiem do stóp Łysogór. Z lasu wychodzimy przy zabytkowej chałupie, gdzie odtworzono zabudowania gospodarcze. Można tu spróbować miejscowych specjałów, jak również ugasić pragnienie różnymi trunkami.


Po opuszczeniu zabytkowej chałupy przed nami najpierw prawie dwa kilometry asfaltu, a potem jeszcze kilometr drogi utwardzonej. To wszystko w otwartym terenie, a słońce mocno przygrzewa.
Na szczęście po tym fragmencie szlak zagłębia siew las. Albo raczej prowadzi skrajem lasu tuż przy polach. Bardzo przyjemnie wędrowało się tą ponad 4 kilometrową częścią szlaku. Las przynosił orzeźwiający chłód, ścieżka była niemalże płaska, szybko zbliżaliśmy się do Huty Szklanej.

Dotarliśmy do szosy asfaltowej w Hucie Szklanej, skręcamy w lewo i idziemy ku Przełęczy Huckiej. Tu planowaliśmy zjeść obiad w miejscowej Karczmie, niestety ze względu na wesele była nieczynna. Wypiliśmy tylko kawę, zjedliśmy lody i po odpoczynku ruszyliśmy na Święty Krzyż.
Tu ciekawostka, idąc szosą wejście jest darmowe, idąc szlakiem przez las trzeba zapłacić 10 zł. Czerwony szlak prowadzi asfaltem, ale tej formy szlaku mamy już dość, więc wyciągamy z sakiewek dukaty i uiszczamy wymaganą opłatę. Co to za czasy, że nie dość, że trzeba męczyć się idąc pod górę to jeszcze mus jest za to zapłacić.
Na Łysą Górę docieramy bez większych przeszkód.

Robimy krótką przerwę na odpoczynek, chętni zdecydowali się jeszcze wejść na wieżę widokową.
Przed nami ostatni na dziś fragment szlaku, zejście z Łysej Góry do Trzcianki. Szlak najpierw opada dość stromo, potem wypłaszcza się nieco i znowu bardzo przyjemnie wędruje się leśną ścieżką. Po trzech kwadransach zejścia dochodzimy do ruchliwej szosy, przy której znajduje się nasza dzisiejsza baza noclegowa tj. Agroturystyka Przy Szlaku.

Zakwaterowaliśmy się w wygodnych pokojach, zjedliśmy zamówioną pyszną obiadokolację i wydawało się, że dzień dobiegł końca. A jednak nie. W agroturystyce oprócz nas spędzała czas grupa emerytów, oraz kilkuosobowa grupka turystów, którzy wdali się z nami w miłą pogawędkę. Ponieważ zrobiło się trochę chłodno to nasi nowi znajomi postanowili nazbierać drew z pobliskiego lasku i rozpalili ognisko.

Ogień wesoło buzował do późnej nocy, a my raczyliśmy się pieczonymi kiełbaskami i trunkami wszelakiego rodzaju. Ludzie gór mają w sobie to coś, co zawsze przyciąga ich do siebie i miło spędza się czas w takim towarzystwie…

Nie było nic o deszczu. Nuda 🙂
Żebyś wiedział Tomaszu. Jak trafiamy gdzieś na jakieś niewielkie chociaż błotko to od razu mówię, że wreszcie porządny szlak a nie tylko asfalt i beton.