Od kropki do kropki

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało…

Bez kategorii

Kilometrów mniej, zmęczenia nie koniecznie

Szósty dzień wędrówki przede mną.

Dziś czeka mnie jeden z krótszych etapów tej wyprawy – niespełna 27 kilometrów do miejscowości Glinno. Niby niewiele w porównaniu z poprzednimi dniami, ale góry szybko potrafią sprowadzić człowieka na ziemię.

Ponad 1000 metrów przewyższeń samo się przecież nie zrobi.

Jest więc spora szansa, że mimo krótszego dystansu wieczorem znowu człowiek będzie solidnie zmęczony.

Ale właśnie po to tutaj jestem.

Dzisiejszy etap miał być krótszy od poprzednich – i faktycznie był. Do Karczmy Bełty w Glinnie dotarłem już około godziny 14:00.

Ale łatwo wcale nie było. Ponad 1000 metrów przewyższeń oraz mocno dające się we znaki słońce sprawiły, że zmęczenie pod koniec dnia było naprawdę solidne.

Na szlak ruszyłem o 6:30. Szczawno-Zdrój dopiero budziło się do życia, na ulicach panował jeszcze poranny spokój. Najpierw kilkaset metrów w dół, a potem – zgodnie z tradycją tego szlaku – rozpoczęło się pierwsze podejście.

Na jego końcu znajdowała się wieża widokowa, ale tym razem odpuściłem sobie wejście. Szkoda było sił już na początku dnia.

Pierwsze kilometry prowadziły przez las, zacienionymi ścieżkami, gdzie poranne słońce jeszcze nie docierało. I dobrze, bo później potrafiło naprawdę mocno przygrzać.

To, co najbardziej charakterystyczne dla dzisiejszej wędrówki, to brak szerokich górskich panoram. Owszem, zdarzały się otwarte przestrzenie i polany, ale widok najczęściej kończył się na kolejnych połaciach lasu.

Na takich fragmentach czasami trudno było nawet odnaleźć właściwy przebieg szlaku. Ścieżka w wysokiej trawie bywała ledwie widoczna, a oznaczenia rozmieszczone były dość daleko od siebie.

Brak wielkich widoków rekompensował jednak śpiew ptaków, który praktycznie przez cały dzień towarzyszył mi podczas leśnej wędrówki.

Mniej więcej w połowie trasy dotarłem do Zagórza Śląskiego – miejscowości znanej przede wszystkim z Zamku Grodno.

Dla mnie było to małe cofnięcie się we wspomnieniach do zlotu forum „Z Przygodą na ty”, który odbywał się w Kotlinie Kłodzkiej w 2023 roku. Zamek Grodno był wtedy jednym z punktów programu.

Najbardziej zapamiętaliśmy jednak nie sam zamek, a naszego przewodnika. Miał oprowadzać wyłącznie naszą grupę, ale w trakcie zwiedzania tak się rozpędził, że zaczął po drodze „dobierać” kolejnych turystów, kompletnie nie orientując się już, kto jest z naszej ekipy, a kto przyszedł z ulicy.

Efekt był taki, że pod koniec wycieczki oddał zupełnie innych ludzi niż tych, których dostał na początku, bo my w międzyczasie po cichu się ulotniliśmy, nie dając rady szaleństwom naszego cicerone.

Pod zamkiem zatrzymałem się jeszcze w karczmie na zupę dnia i ruszyłem dalej.

A dalej – jak ostatnio – znowu czekały mnie trzy konkretne podejścia.

Na szlaku przez cały dzień panowała cisza. Żadnych turystów, żadnych rozmów, tylko las, ścieżka i własne myśli.

Po siedmiu i pół godzinach marszu zameldowałem się w Karczmie Bełty w Glinnie.

Teraz tradycyjnie czas na odpoczynek, regenerację i ładowanie akumulatorów przed jutrzejszą, nieco dłuższą wędrówką.

Share this post

2 comments

  1. Nareszcie coś innego niż pole, las, skała i strumyk. Zamek ! I to jaki ciekawy ! Miejsce naszego wspólnego zlotu sprzed kilku lat i moim zdaniem pierwowzór miejsca akcji trzeciej części książki \”Lesio\” Joanny Chmielewskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *